Niskie ceny zbóż, słabsza opłacalność produkcji i rosnące koszty prowadzenia gospodarstw. Patrząc na obecną sytuację w rolnictwie, można byłoby oczekiwać przynajmniej zatrzymania wzrostu cen ziemi. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W wielu regionach kraju za dobry hektar trzeba dziś zapłacić ponad 100 tys. zł, a chętnych do zakupu nadal nie brakuje.
Paradoks polega na tym, że ceny gruntów rosną nie dlatego, że rolnictwo przeżywa wyjątkowo dobre czasy. Głównym problemem jest po prostu brak ziemi na rynku. Wiele gospodarstw nie sprzedało ani jednego hektara od kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Gdy pojawia się działka granicząca z gospodarstwem, zainteresowanych potrafi być kilku lub kilkunastu, a cena bardzo szybko przestaje mieć związek ze średnimi statystykami.
Największą aktywność zakupową nadal wykazują silne gospodarstwa towarowe. Dla nich zakup ziemi nie jest wyłącznie lokatą kapitału. To sposób na zwiększenie produkcji, poprawę struktury gospodarstwa i zabezpieczenie rozwoju na kolejne lata. W wielu przypadkach ziemię można kupić tylko raz. Jeśli okazja przepadnie, kolejna może pojawić się dopiero za kilka lub kilkanaście lat.
Na wzrost cen wpływa również ograniczona podaż gruntów państwowych oraz przekonanie, że ziemia pozostaje jednym z najbezpieczniejszych aktywów na wsi. W ostatnich latach ceny zbóż, rzepaku czy trzody potrafiły zmieniać się gwałtownie z sezonu na sezon. Tymczasem wartość gruntów, pomimo okresowych wyhamowań, długoterminowo utrzymuje trend wzrostowy.
Co ciekawe, coraz częściej przy zakupie ziemi znaczenie ma nie tylko sama produkcja rolna. Dodatkowy areał daje większą swobodę w spełnianiu wymogów środowiskowych, zapewnia miejsce pod rozwój produkcji zwierzęcej, poprawia zmianowanie i zwiększa bezpieczeństwo gospodarstwa w okresach słabszej koniunktury.
Dlatego nawet jeśli sytuacja ekonomiczna wielu gospodarstw pozostaje trudna, presja na zakup gruntów nie znika. Dopóki podaż ziemi będzie ograniczona, a rolnicy będą walczyć o każdy hektar położony w pobliżu własnych pól, trudno oczekiwać większych spadków cen. W praktyce to nie koniunktura na zboża czy rzepak wycenia dziś ziemię, lecz jej dostępność. A tej na polskim rynku wciąż jest zwyczajnie za mało.