Dane ARiMR pokazują, że w ciągu niespełna trzech lat z mapy Polski zniknęło 8366 siedzib stad trzody chlewnej. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że produkcja wieprzowiny gwałtownie się kurczy. Problem wygląda jednak nieco inaczej. Nie znikają świnie, lecz przede wszystkim najmniejsi producenci.
Pogłowie trzody chlewnej w kraju nadal przekracza 9,2 mln sztuk. To wyraźny sygnał, że mamy do czynienia nie tyle ze spadkiem produkcji, ile z jej koncentracją. Rynek opuszczają gospodarstwa utrzymujące kilkanaście czy kilkadziesiąt świń, a ich miejsce zajmują większe i lepiej zorganizowane podmioty.
Powody są dobrze znane. ASF, koszty bioasekuracji, wymagania weterynaryjne, wysokie nakłady inwestycyjne i słaba rentowność sprawiają, że wielu rolników zwyczajnie nie widzi sensu dalszego utrzymywania niewielkich stad. Trudno się temu dziwić. Coraz trudniej konkurować komuś, kto produkuje kilkadziesiąt tuczników rocznie, z gospodarstwami wysyłającymi na rynek kilka lub kilkanaście tysięcy sztuk.
Dziś wyraźnie widać dwa dominujące kierunki rozwoju. Pierwszy to duża skala produkcji, często oparta na tuczu kontraktowym lub zakupie importowanych warchlaków. Drugi to gospodarstwa budujące przewagę poprzez domknięcie cyklu produkcyjnego.
I właśnie ten drugi model wydaje się szczególnie interesujący dla producentów, którzy chcą zachować niezależność. Własna produkcja prosiąt oznacza mniejszą zależność od rynku warchlaków, większą kontrolę kosztów i lepszą przewidywalność wyników ekonomicznych. W czasach, gdy ceny prosiąt potrafią zmieniać się o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy, ma to ogromne znaczenie.
Jeszcze kilka lat temu cykl zamknięty był dodatkowym atutem. Dziś coraz częściej staje się warunkiem utrzymania konkurencyjności. Gospodarstwa posiadające własne stado podstawowe są po prostu mniej narażone na rynkowe turbulencje.
Najważniejszy wniosek jest jednak szerszy. Polska produkcja trzody nie znika, ale zmienia swój charakter. Producentów będzie prawdopodobnie nadal ubywać, natomiast produkcja będzie koncentrować się w coraz mniejszej liczbie większych gospodarstw. Wszystko wskazuje na to, że za kilka lat sektor trzody będzie przypominał dzisiejszy rynek drobiu: mniej gospodarstw, ale zdecydowanie większych i bardziej wyspecjalizowanych. To proces, który już trwa i na razie nie widać sygnałów mogących go odwrócić.